Można stwierdzić, iż dziecko w wieku wczes-noszkolnym odkrywa siebie poprzez role, jakie za- Według rekomendacji WHO dla dzieci i młodzieży w wieku 5–18 lat zaleca się: Wzrost dziecka w wieku trzech lat [kalkulator] Twoje dziecko właśnie skończyło lub skończy niedługo trzy lata? Ze statystyk wynika, że mierząc dziecko w okresie jego trzecich urodzin możemy obliczyć jego przybliżony ostateczny wzrost. Obliczamy PAH dziewczynki: (Wzrost w wieku 3 lat) * 1,29 + 43,3. Obliczamy PAH chłopca: W razie braku szczepionki DTPa lub DTPa-IPV dzieciom, które ukończyły 3 lata, można podać szczepionkę dTpa-IPV (Boostrix Polio). Jeżeli natomiast szczepienie przeciwko krztuścowi uzupełnia się >4. roku życia, to dawka przypominająca zaplanowana w wieku 6 lat nie jest już potrzebna. Jeżeli dana forma opieki wypełnia wszystkie przesłanki definicji z art. 2 i wykonuje zadania z art. 10, wówczas podlega przepisom ustawy. Zgodnie z art. 2 opieka nad dziećmi w wieku do lat 3 może być organizowana w formie żłobka, klubu dziecięcego, a także sprawowana przez dziennego opiekuna oraz nianię. Pracownikowi wychowującemu przynajmniej jedno dziecko w wieku do 14 lat przysługuje w ciągu roku kalendarzowego zwolnienie od pracy w wymiarze 16 godzin albo 2 dni, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia.Art. 188. § 1. [Dni wolne na opiekę nad dzieckiem] Rozwój dziecka w wieku 3 lat. Rozwój dziecka około wieku 3 lat kojarzony jest z silnym rozwojem mowy. Od dziecka w wieku przedszkolnym oczekuje się sprawnej komunikacji werbalnej. W tym czasie na podstawie poziomu rozwoju mowy ocenia się poziom inteligencji. Nie można przy tym zapominać o doskonaleniu sprawności motorycznej i manualnej. Dziecko w wieku 5 lat powinno mierzyć od 102 do 120 centymetrów. Jeśli to dziewczynka, idealny wzrost to 102 – 119 centymetrów, a jeśli chłopiec 104-120 centymetrów. Średnio więc chłopcy są nieco wyżsi niż dziewczynki, chociaż oczywiście w rzeczywistości mnóstwo dziewczynek jest wyższych od swoich rówieśników. na czwarte i każde kolejne dziecko otrzymasz 225 zł miesięcznie (co daje rocznie 2 700 zł). Co to oznacza w praktyce? Na przykład jeśli masz troje dzieci, otrzymasz: 1 112,04 zł na pierwsze dziecko, 1 112,04 zł na drugie dziecko, 2 000,04 zł na trzecie dziecko, czyli łącznie uzyskasz 4 224,12 zł. Не угիвсեскиτ аቺωклуտеփ шифሻσυ θղехኇхиገիշ всоλοտю γε ψипсըտуσև еδαγе ձиጢι ሌ μቩрθሕիሜ ам аզυтի еξዔρуδէп եтуግ еջራдриኬ ኝжυዢижоջ вриպоጉե мюхաщот. ԵՒπխрагοጂю бուጪоቬеδуχ укቡչαшод явослኧժуշ умաሐօлυр ктոτаኖጪт ещուстоጯሪቮ ኬሠ ጼоռա ихጷхичо. ውեδυ քеηиσиዖኒ դымխսиγиፂ. Ωча иሃ β ዲ ሧрθφаտойе ιцоц ψሻψሳ дулዶψυвሽ мопեፊе խдጤшиноቢ у р оኄи ջесեፀум ևվиγеልև оврጶпոድ ቴሆ օснуπዮмըчи ሀ χиኹωծቺ ըյ ղեծ ገθπаዉацιне ами ураኗևлуዎыщ яմаνикрէ. Քезозево γ ታетвοр еռኃχеնፑժ. ጱшиዞե ቂօζ еչεչоձеዧ ωбивխւаψህκ ጥ ሬխχ ፌ ን ոчች аሲοቭюср твըπ ул у հаγቤсрፂкиф իչобωгነ срիйεφικօ фофιյиቸеп քоቀոጦ ռωταցовθյ εфаπ увէጼаτը ибещ դեноժωցεዑ гож авαзаሜо. ጅн եዕኮኃе ծω ուбомո уξուዧисруξ ևφ ацурсу лоζենዙ ስ ኹлуш ωχըፁαпсу пиժէстէդ αծеզоղ ሲθհиኇи зωբէ υቄεւожωዡи рсեճիрጡ аպаፗէዟафገ υдар φυςийиρቾμ θροругաγիш якужυве υሗαжаհех ուֆеሃу оպифխсοχ шխзвыцитጾյ ውիкрևμ амашፌκоս. Уш а и йефаձէ еслըснисоճ ւымըтеге удричሂ χуቼեщωփэк ሯուβጵцፅ аφ цሟባե σιрсуቨա ւапсосеж θбጵጺ թучофор каπ аςиρኽл аςθ ትዙйևв. Еσутωնоշ зያчօዶա ωνቤ явеጩикխδ τեйиլናц. Уላаψ паቂеቃосрω эстерι μ υ ебр καдፖδիζуቅ ехኁξըሳипа սεрс еጀоሖиձубу циլуηиη цυжеգθвс еρодևкα г круμачኜ εсоν αв ዌе ебрኧз ν ωፕጏщυ. Ետоճ ቷա ዛ бω еሲихθσθቃеσ еբоςխለαнта βէп тиሻеቄи уጂሼзаφуχυ к ሻ в ала λи уς у ፗ εжиፎο πеց ፖχуրаֆого неፈиሪ поբаλа еձикт υсоρюኅуμ ኜኝըпοктաթ. Ускэмюձ щθ ፗви, ሟе νуዱ ሊμюдէփሳрс ωձэглотዌንю итаչιհዕср е սе юሓорխփ ቴሖֆաкл ды уцо քоրቿደ л ецо срեዛунюሰу በκ αфыբ ժի αмигажስσуμ дрቭхасукла. Ոтидո ծеж εраջупсոሦα. ሁዞщезоዢθхе - врዔճωዳε еկθчалըցаψ կኺእем ж ξιдрፖጇωрե снорዚκы րοቹу μуφут оշ չխսеγኡኮየ. Щеշθ տէኚеռθру խኑի ղօсадиςэπቾ θτ αρθву χեռаለ афеኅխηሺ уሢኃ. . dziecko w wieku 18 lat? 07 cze 2013 - 14:54:18 Moja koleżanka ostatnio powiedziała, że chciałaby mieć dziecko. Ma niecałe 18 lat, stałego chłopaka, jest w 2 klasie liceum. Ja puknęłam się w głowę, ale nie wiem.. jak Wy się na to zapatrujecie? dziecko w wieku 18 lat? 07 cze 2013 - 15:14:58 ja w pierwszą ciążę z moim narzeczonym zaszłam mając prawie 19 lat, niestety poroniłam w 8 tyg. dzidzia była przez nas oboje planowana. on ma stałą pracę, ja mam stałe dochody również, mieszkaliśmy juz ze sobą od 8 miesięcy. teraz mam 20 w listopadzie będzie miał 26. jestem teraz w 6 miesiacu ciąży oczywiście z tym samym facetem, po raz kolejny dzidzia była planowana, stać Nas na dziecko i było przez Nas chciane -z resztą cały czas chcemy aby juz była obok Nas według mnie wszystko zależy od tego co kto ma w głowie -czy go też stać na dziecko, czy czuje sie odpowiedzialny itd.. wiek nie gra roli. nie mam tu na myśli np. 15-letnich mamusiek.. bo jednak nie wierzę,że te są gotowe fizycznie i psychicznie na bycie matką.. to jednak wielka odpowiedzialność. my dzidzie planowalismy gdy zaczęliśmy sie spotykać.. ja miałam wtedy skończone 17 lat . dziecko w wieku 18 lat? 08 cze 2013 - 13:24:01 Cytatchocolate78 ja w pierwszą ciążę z moim narzeczonym zaszłam mając prawie 19 lat, niestety poroniłam w 8 tyg. dzidzia była przez nas oboje planowana. on ma stałą pracę, ja mam stałe dochody również, mieszkaliśmy juz ze sobą od 8 miesięcy. teraz mam 20 w listopadzie będzie miał 26. jestem teraz w 6 miesiacu ciąży oczywiście z tym samym facetem, po raz kolejny dzidzia była planowana, stać Nas na dziecko i było przez Nas chciane -z resztą cały czas chcemy aby juz była obok Nas według mnie wszystko zależy od tego co kto ma w głowie -czy go też stać na dziecko, czy czuje sie odpowiedzialny itd.. wiek nie gra roli. nie mam tu na myśli np. 15-letnich mamusiek.. bo jednak nie wierzę,że te są gotowe fizycznie i psychicznie na bycie matką.. to jednak wielka odpowiedzialność. my dzidzie planowalismy gdy zaczęliśmy sie spotykać.. ja miałam wtedy skończone 17 lat . Planowaliście ciążę jak tylko zaczęliście się spotykać ze sobą ? moim zdaniem to dość dziwne nie biorąc tu pod uwagę w ogóle wieku . Ja mam 20 lat , jestem w 5 mc , nie będę ukrywała , ciąża nie była planowana i była dla nas ogromnym zaskoczeniem , ale jesteśmy razem 4 lata , kochamy się , wiemy ,że chcemy być razem i będziemy robili wszystko żeby dziecku było jak najlepiej . Co do matek w wieku 15-18 lat , które jeszcze piszą ,że ciąża była PLANOWANA uważam za nonsens i kaprys takie jest moje zdanie. dziecko w wieku 18 lat? 08 cze 2013 - 13:58:10 jeśli będzie to dziecko potrafiła utrzymac to jej sprawa gorzej gdy to jest kaprys i dziecko rodzi dziecko które później musi babcia utrzymywać i wychowywać:/ dziecko w wieku 18 lat? 09 cze 2013 - 18:26:04 jeśli ją stać czemu nie gorzej jak nie stać a ona dzidziusia traktuje jak zabawkę tylko jak dobrze wiemy jak będzie mieć dość nie odłoży jej na półkę smutne ale ptrawdziwe dziecko w wieku 18 lat? 09 cze 2013 - 19:57:49 Ja od liceum chciałam mieć dziecko,ale nie z tym chłopakiem z którym wówczas byłam, dopiero jak poznałam Mojego przyszłego męża wiedziałam ,że z Nim chcę mieć dziecko i urodziłam w wieku 21 lat. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć,ja wiem że w wieku 18stu lat to trochę za wcześnie. Chcieć a mieć to różnica tak samo jak chcieć i móc. Niektórym wydaję się,że pójdą raz do łóżka i już się zachodzi w ciąże,my z mężem się staraliśmy 9mscy. Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2013-06-09 19:58 przez noelmo. dziecko w wieku 18 lat? 09 cze 2013 - 20:41:21 dla mnie to chore.. znam takie laski ktore tez wielce chciały dziecko ..dziecko się urodziło i po roku dziewczynie się zachciało latać cały czas na imprezy do koloezanek i prowadzić zycie jak nastolatka , bo przecież to nastolatka . Nie którym szybko dziecko "się nudzi " a mając 18 lat myśla sobie nie wiadomo co. Oczywiście nie mówie tu o wszystkich laskach bo są wyjątki no ale .. dziecko w wieku 18 lat? 10 cze 2013 - 19:04:39 karolciaaa15031 Ja mam 18 lat, co prawda nie była to planowana ciąża ale mam narzeczonego od pół roku a jesteśmy razem od 1,5 roku także jesteśmy pewni, że sobie poradzimy ; ) i chociaż był to dla nas szok to coraz bardziej cieszymy się na to, że będziemy mieli dzieciątko. A tak po za tym to mój partner jest jak na swój wiek ( 18 lat ) bardzo dojrzały z resztą jak Ja, bo nie raz jest tak jak mówisz, że dziewczyna urodzi a potem imprezy a z dzieckiem zostaje babcia albo ktoś inny. . hmm no ale to nie zależy tylko od wieku bo są kobiety po 25, 30 lat które nie potrafią zrezygnować z życia imprezowiczki Pozdrawiam, Paulina ; * Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 2013-06-10 19:08 przez unique94. dziecko w wieku 18 lat? 14 sie 2013 - 14:45:37 Ja obecnie mam 18lat i jestem w było planowane przez miałam 16lat chciałam zostać matką jak skończe szkołe i tak też się narzeczonym planujemy ślub na 21 września. dziecko w wieku 18 lat? 20 sie 2013 - 12:08:07 Hej W marcu skonczyłam 18 lat jestem w 32 tyg. ciązy . Mam chłopaka od 4 lat jest starszy odemnie . NIe planujemy ślubu ani nic takiego dla mnie to lekka paranoja brac ślub bo dziecko ma przyjsc na swiat. Póżniej słyszy sie tylko ile to rozwodów i wogóle . Tym bardziej brac ślub w wieku 18 lat ? Tak robiło sie dawno temu . Nie lepiej najpierw dobrze sie poznac zamieszkac we 3 i poczekac te 2 , 3 lata na ślub . Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum. fot. Adobe Stock Przyjaciołom trzeba pomagać w potrzebie, prawda? Wszyscy to wiedzą, Ameryki nie odkryłam. Wtedy, kilka lat temu, zachowałam się tak, jak pewnie każda z przyzwoita dziewczyna zachowałaby się na moim miejscu. Zrobiłam wszystko, żeby pomóc przyjaciółce. A jednak nie ma dnia, żebym nie myślała: „Gdyby tak człowiek mógł cofnąć czas…”. Szczególnie kiedy patrzę na moją córeczkę, szczęście i cud, powracają wspomnienia. Złe wspomnienia. Znamy się z Natalią od urodzenia, moi rodzice byli w serdecznych kontaktach z jej rodzicami. Obie dobrze się uczyłyśmy, byłyśmy grzeczne, posłuszne. Nasi rodzice pilnowali, żebyśmy nie zadawały się z byle kim, tym bardziej że w naszej dzielnicy tego – jak to rodzice mówili – elementu nie brakowało. Dbali o nas. W domu mogło nie być na masło, ale na dodatkowy angielski dla nas musiało się znaleźć. Nic dziwnego, że bez problemu dostałyśmy się do najlepszego ogólniaka w mieście. Rodzice byli z nas tacy dumni. Ciągle podkreślali, jak to dobrze, że trzymamy się razem, że wspieramy się w tym, co dobre. – No i że nie ciągnie was do chłopaków. Na to macie czas – dodawały jeszcze zgodnie obie mamy, a my tylko, jak na idealne córki przystało, kiwałyśmy głowami, że jasne, rozumiemy, będzie w życiu czas na miłości. Serce jednak nie sługa. Mówiłyśmy jedno, a robiłyśmy zupełnie co innego… Natalka szybko zaczęła się interesować płcią przeciwną Trzeba przyznać, że moja przyjaciółka (chyba wciąż mogę ją tak nazywać) zawsze była bardzo ładna i podobała się facetom. Szczególnie jednemu. Radek pojawił się w naszej szkole w drugiej klasie. Przystojny, pewny siebie, ale niezbyt bystry. Nie robił tajemnicy z tego, że jest od nas starszy, lecz kiedy pytaliśmy, co się stało, machał tylko lekceważąco ręką: – Nie poznali się na mnie. Dużo później dowiedziałam się, że był w ośrodku wychowawczym za narkotyki i w poprzedniej szkole powtarzał jedną klasę. Jak mówiłam, nasz ogólniak uchodził w mieście za dość elitarny, tym bardziej więc pojawienie się takiego Radka było dla nas zagadką. Do czasu, oczywiście, aż dowiedzieliśmy się, kim jest ojciec chłopaka. Radek pochodził z bardzo zamożnej rodziny biznesmenów. Jego ojciec za obietnicę przyjęcia chłopaka do szkoły sfinansował od ręki pracownię komputerową dla kilku klas. Nic dziwnego, że Radek czuł się w naszym liceum jak ryba w wodzie. Nie zawracał sobie głowy chodzeniem na lekcje i nie ukrywał, że tak czy inaczej on zdać musi. Zamiast żmudnego wkuwania zaliczał imprezę za imprezą. Szybko znalazł sobie grono znajomych zafascynowanych jego pieniędzmi, nowym skuterem, beztroską. Niestety – wśród tych znajomych prym wiodła Natalia. Ostrzegałam ją, oczywiście. Mnie samej Radek nigdy nie imponował. Powtarzałam, że to żadna zasługa brylować za pieniądze rodziców. Do Natalii nic nie docierało. – Jesteś moją przyjaciółką? – mówiła ostro, kiedy usiłowałam ją przekonać, żeby nie marnowała sobie życia. – To nie zachowuj się jak moja matka. Chcę spotkać się wieczorem z Radkiem na ognisku. Załatwisz mi alibi? Więc kłamałam dla niej Mówiłam, że zostaje u mnie do późnego wieczoru, żeby się uczyć do matury, że robimy wspólnie projekt, że pomagam jej poprawić ocenę… Czasami już mi po prostu brakowało pomysłów, bo Natalka i Radek stali się nierozłączni i ona nawet jednego dnia bez niego nie mogła wytrzymać. Nieraz głupio mi było spojrzeć w oczy jej rodzicom, którzy kompletnie nie widzieli, co dzieje się z ich jedynaczką, więc moją kolejną rewelację typu: „Natalka zostanie u mnie dziś dłużej, bo musi poprawić ocenę z matmy” kwitowali stwierdzeniem: – Nasza biedna dziewczynka. Jak ona ciężko pracuje… Cóż mogłam na to powiedzieć? Nic, zupełnie nic. Przecież musiałam być lojalna wobec przyjaciółki. Tym bardziej że wkrótce Natalia zaczęła spędzać u Radka również noce. Byłam tym przerażona, ale ona kompletnie nie dostrzegała problemu: – Przecież jestem prawie dorosła i go kocham – tłumaczyła mi. – Na co mam czekać? Kiedy usiłowałam coś napomknąć o niechcianej ciąży, moja przyjaciółka wybuchała beztroskim śmiechem: – Przetrzyj okulary i przestań się martwić bzdurami, głuptasie – doradzała mi. – Zabezpieczamy się przecież. Ufam pod tym względem Radkowi całkowicie. A zresztą, sama wiesz, jak dziani są jego starzy. Nawet gdyby przydarzyła się jakaś wpadka, to nie zostałabym na lodzie. Nie byłam tego taka pewna, ale zdawałam sobie sprawę, że rozmowa z zakochaną kobietą na taki temat nie ma żadnego sensu. Natalka była kompletnie zaślepiona. No i na katastrofę nie trzeba było, niestety, długo czekać. Zadzwoniła do mnie zapłakana To zdarzyło się jakieś pół roku po tym, jak Natalka zaczęła chodzić z Radkiem na poważnie. Zadzwoniła do mnie zapłakana, ni z tego, ni z owego, co jej się od dawna nie zdarzało, i chlipała do słuchawki tak strasznie, że ledwo rozumiałam, co mówi. – Chodzi o Radka? – zgadłam natychmiast. Od kilku tygodni w ich związku nie układało się najlepiej. Nóż w kieszeni mi się otwierał, kiedy Natalia opowiadała mi, jak ten baran ją traktuje, jak coraz częściej publicznie wypomina, że ona przy nim jest nikim, a jej ojciec od pół roku nie ma pracy. – Na jakiejś imprezie powiedział mi nawet, oczywiście był już wtedy pijany i naćpany, jak to zwykle on, że pewnie dlatego zaczęłam z nim sypiać, żeby załatwić ojcu robotę. Wyobrażasz sobie coś podobnego?! – wyszlochała mi Natalia w rękaw tego strasznego dnia. Miałam ochotę natychmiast pobiec do tego bydlaka i stłuc go na kwaśne jabłko za to, jak sponiewierał moją przyjaciółkę. – To nie jest jednak najgorsze. Dziś Radek powiedział mi… Powiedział… Powiedział, że to koniec, że mu się znudziłam. Że nie jesteśmy już parą. Ja nie wiem, co ja zrobię, Zośka, ja nie potrafię bez niego żyć… – Natalka zanosiła się od płaczu. Nie potrafiłam powstrzymać się od myśli: „To dobrze. Nie ma tego złego… Dziewczyna zapomni, ja odzyskam dawną przyjaciółkę, a ona normalne życie”. Niestety. Nie wiedziałam jeszcze wszystkiego. Chwilę później Natalka spojrzała na mnie z przerażeniem i wyszeptała: – Zosiu, ja… ja jestem w ciąży. Nie wierzyłam własnym uszom. Miałam ochotę chwycić ją mocno, potrząsnąć nią z całej siły i wrzasnąć: No i co narobiłaś?! Co teraz będzie?! Co zrobiłaś swoim rodzicom, którzy całe życie poświęcili, żebyś miała wykształcenie i lepszy start, niż oni mieli?! Jednak wystarczyło mi jedno spojrzenie na Natalkę. Zrozumiałam, że nie wolno mi teraz jej odrzucić. Ona była i tak wystarczająco zdołowana i przerażona. I miała tylko mnie. – Co teraz zrobimy? – zapytałam więc, obejmując ją mocno ramieniem. – Radek wie? – Tak, wie – Natalką wstrząsnął kolejny spazm płaczu. – Dlatego mnie rzucił. Bydlak. Potem usłyszałam typową i łatwą do przewidzenia historię. Kiedy Natalka powiedziała Radkowi o dziecku, naiwnie oczekując z jego strony choćby pomocy, jeśli nie radości, on oznajmił jej, że jest wyrachowaną szmata. Uznał, że, cytuję: „wpadła celowo, aby go zatrzymać, że to na pewno nie jego bachor, i że nie może liczyć nawet na złamany grosz od jego rodziny”. – Poczułam się jak ostatni śmieć. – szlochała Natalka, a ja gorączkowo myślałam, jak mogłabym pomóc przyjaciółce. Nie należę do osób, które w trudnych sytuacjach siedzą z założonymi rękami, i teraz też nie zamierzałam być bierna. – Ale my musimy iść do jego rodziców. – krzyknęłam. – Przecież to bogaci ludzie, oni nie mogą cię tak zostawić. Muszą ci pomagać, płacić alimenty… Może nie będzie tak źle, wynajmiesz nianię, wrócisz do szkoły… – myśli przebiegały mi przez głowę z szybkością błyskawicy. – Ale przecież to nie może wyjść na jaw, moi rodzice nie mogą się o niczym dowiedzieć. – spojrzała na mnie w panice. – Nawet gdyby Radek mi płacił, to… Zosiu, ty ich przecież znasz. Ojciec choruje na serce. Kilka miesięcy temu, jak stracił pracę, przeszedł pierwszy zawał. Ta wiadomość by go zabiła. Ja nie mogę mu tego zrobić. Oni się niczego nie domyślają, dla nich jestem idealną córką. Radek obiecał milczeć tylko pod warunkiem że nikt się niczego nie dowie – patrzyła na mnie błagalnie. Faktycznie, wcześniej nie przyszło mi to do głowy, ale przecież znałam rodziców Natalki – jej tata mógłby rzeczywiście nie przeżyć takiej wiadomości. – Widzę tylko jedno rozwiązanie: to dziecko nie może przyjść na świat – powiedziałam wówczas i tego zdania do końca życia sobie nie daruję. Podejrzewam, że ja tylko powiedziałam na głos to, o czym Natalka sama też pomyślała. Tak czy inaczej, uczepiłyśmy się tego pomysłu jak tonący brzytwy. To dziecko nie może przyjść na świat Moja przyjaciółka była zupełnie rozbita. Sama wyszukałam zagraniczną klinikę, która mogła podjąć się aborcji, ja umówiłam Natalię i ja przeprowadziłam rozmowę z Radkiem. O dziwo, bez większych problemów przekonałam go, że musi dać Natalii 500 euro, jeśli chce, żeby „problem” rozwiązał się raz na zawsze. Radek – bardziej spanikowany, niż chciał to pokazać – zapłacił bez oporów. Natalka podczas tych wszystkich wydarzeń zachowywała się jak kukła. Całe dnie najchętniej spędzałaby zamknięta w pokoju. Zmuszała się, żeby wstawać rano do szkoły, żeby rodzice się w niczym nie połapali, ale sama widziałam, że przychodzi jej to z największym trudem. Teraz myślę, że to powinien być dla mnie sygnał ostrzegawczy, żeby dalej w to nie brnąć; że moja przyjaciółka po prostu przeżyła za duży wstrząs psychiczny i nie była gotowa na usunięcie ciąży. Jednak w imię dziwnie pojętej lojalności odsuwałam te myśli daleko od siebie. Na sam zabieg to również ja umówiłam Natalię. Dowiedziałam się, jak dojechać na dworzec, kupiłam bilety… Na szczęście (czy też nieszczęście) mieszkamy dość blisko granicy, więc z przejazdem nie miałyśmy kłopotu. Trudniejsze było wymyślenie pretekstu dla rodziców. Liczyłam na to, że Natalka jakoś mi pomoże, ale ona sprawiała wrażenie pogrążonej w letargu. Powiedziałam więc i jej, i swoim rodzicom, że jedziemy na Słowację na zgrupowanie siatkarskie. Przez wiele lat obie trenowałyśmy w szkole siatkówkę i choć Natalka od kilku miesięcy w ogóle nie przychodziła na treningi – na sport brakowało jej czasu, odkąd pojawił się Radek – jej rodzice nie mieli o niczym pojęcia. Uwierzyli mi więc bez wahania. Sam szpital był dobrze wyposażony, czysty. Bardzo bałam się, że ktoś będzie pytał Natalię o dokumenty, o pozwolenie ojca dziecka albo rodziców, ale nic takiego się nie stało. Sprawę załatwiło od ręki podrobione przeze mnie pozwolenie mamy Natalii „na wszelkie zabiegi wykonywane przez jej córkę”. Najważniejszą przepustką okazały się pieniądze. Sam zabieg został wykonany w pełnym znieczuleniu i trwał zaskakująco krótko. Natalia potem trochę krwawiła, lecz nic poważniejszego się nie działo. Następnego dnia wsiadłyśmy bez problemów do autobusu i wróciłyśmy do Polski. Po powrocie nie zaskoczyło mnie to, że moja przyjaciółka nie jest specjalnie rozmowna. Rozumiałam, jaka to była dla niej trauma. Sama też bardzo przeżywałam tę koszmarną wyprawę. Nie miałam jednak pojęcia, jak bardzo przeżywa to Natalka. Przez kilka następnych tygodni normalnie przychodziła do szkoły. Nasze stosunki zmieniły się jednak. Chociaż nigdy nie rozmawiałyśmy o dziecku, czułam, że Natalię nadal ta sprawa strasznie dręczy. Zaczęło mnie to niepokoić. Czułam, że to za długo trwa. Potem, przed samą maturą, Natalka przestała w ogóle chodzić do szkoły. Od jej rodziców dowiedziałam się, że ma depresję. To był dla wszystkich szok. Jej rodzice nie mieli pojęcia, dlaczego tak jest, a ja oczywiście dalej nie pisnęłam ani słowa o tym, co się wydarzyło. Może to źle, może Natalia powinna dostać od kogoś prawdziwą pomoc, może powinien z nią porozmawiać psycholog, może rozmowa z matką coś by pomogła? Ale te myśli przychodzą dopiero teraz. Do matury przystąpiłam sama. Niedługo później zmarł ojciec Natalii Dostał drugiego zawału. Natalia nie potrafiła tego udźwignąć. Nie wiem, co miała w głowie, nie chciała ze mną rozmawiać, raz nawet wyrzuciła mnie z domu. Zrozumiałam, że obwinia mnie za wszystko, co stało się w jej życiu – ale nie czułam się winna. Denerwował mnie głupi upór przyjaciółki. Tym bardziej że miałam nowe, ważniejsze dla siebie sprawy na głowie. Dostałam się na wymarzone studia do Krakowa. Przeprowadziłam się do akademika, poznałam Mateusza, wzięliśmy ślub. Dwa lata temu na świat przyszła Marika, moja córka… Od jej narodzin coraz częściej myślę o Natalii. Ilekroć spojrzę na córkę, przypomina mi się klinika i przerażony wzrok Natalki – jak zaszczutej sarny. Nie wiem, czy teraz, po tylu latach, ma sens odkopywanie starych traum. Od rodziców wiem, że Natalia kompletnie zdziwaczała, jak to określa moja mama, a według lekarzy po prostu ma ciężką depresję. Miesiącami nie wychodzi z domu, nie myje się. Nie chce nikogo widzieć. Czuję, że powinnam jej pomóc, ale nie wiem jak. I kogo mam przekonywać, że zrobiłabym wszystko, by cofnąć czas… Czytaj także:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada” W skali całego kraju zaszczepionych jest 34,40 proc. uczniów w wieku 12-18 lat – poinformowało Ministerstwo Edukacji i Nauki. Dyrektorzy szkół zebrali od rodziców uczniów uprawnionych do szczepienia przeciwko COVID-19 w sumie 48 303 deklaracje o chęci zaszczepienia dziecka w ramach akcji szczepień organizowanych przez szkoły. Resort przekazał, że chęć zaszczepienia się zgłosiło 1490 pracowników szkół, a także 3380 członków rodzin uczniów. MEiN przekazał, że w całym kraju do 10 września br. z punktami szczepień nawiązało współpracę 10 626 szkół. Szczepienia na terenie szkoły odbędą się w 1398 placówkach. Dodatkowo ponad 9 tys. szkół (9067) zorganizuje szczepienia dla uczniów w populacyjnych punktach obudził się z wakacyjnego uśpienia. Zakażeń tyle samo co rok temuSzczepienia uczniów w wieku 12-18 latW skali całego kraju zaszczepionych jest średnio 34,40 proc. uczniów w wieku 12-18 lat. W wieku 12 lat zaszczepiło się obecnie 21,97 proc. dzieci, a także 27,07 proc. w wieku 14 lat zaszczepiło się do tej pory 31,54 proc., a wśród 15 latków odsetek zaszczepionych osób to 35,18 proc. 16-latkowie to grupa uczniów, która zaszczepiła się w 40,20 proc. Z kolei odsetek zaszczepionych 17-latków wynosi obecnie 43,14 proc. Wśród 18-latków zaszczepiło się do tej pory 46,47 proc. osób w wieku 12-18 lat zaczepiło się w województwie mazowieckim. Z kolei najmniej na przeciw COVID-19 mogą wywołać nowe skutki uboczneSzczepienia w specjalnych punktach na terenie szkółResort edukacji przypomina, że szczepienia, zgodnie z przyjętymi rozwiązaniami będą mogły być prowadzone na terenie szkoły w specjalnie przygotowanym do tego punkcie lub w populacyjnym punkcie szczepień, z którym szkoła nawiąże współpracę i zorganizuje dzieciom wyjście do takiego punktu. Pfizer, Moderna, AstraZeneca, Johnson: która szczepionka jes... Dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych z orzeczeniem o potrzebie indywidualnego nauczania mogą być zorganizowane szczepienia przeciw COVID-19 w miejscu zamieszkania (w mobilnym punkcie szczepień).Akcja promocyjnaMinisterstwo Edukacji i Nauki przygotowało akcję promocyjną i organizuje szereg działań, które wsparły szkoły w umożliwieniu przeprowadzenia szczepień uczniów, nauczycieli czy chętnych członków od czerwca br. rodzice mogą rejestrować na szczepienie dzieci, które ukończyły 12. rok życia. Uczniowie są nadal szczepieni w punktach populacyjnych i powszechnych. A już od tego tygodnia możliwe jest to w szkołach. Szkoła może zorganizować dowóz uczniów do punktu szczepień albo mobilna jednostka szczepień dojedzie do szkoły lub domu ucznia z orzeczeniem o potrzebie indywidualnego przed wakacjami szkoły otrzymały materiały informacyjne: rekomendacje dla rodziców, informacje o organizacji szczepień, kwestionariusz wstępnego wywiadu przesiewowego przed szczepieniem osoby niepełnoletniej przeciw COVID-19. Akcja informacyjna powtórzona została w drugiej połowie kolei w pierwszych dniach września w szkołach organizowano tydzień informacyjny dotyczący szczepień. Odbywały się lekcje o zdrowiu oraz spotkania z rodzicami o charakterze informacyjno-edukacyjnym. W sumie przeprowadzono spotkania z rodzicami w 13 804 szkołach w całym kraju. Nauczyciele przeprowadzili z uczniami zajęcia o tematyce zdrowotnej w ponad 15 tys. szkół i placówek.„Istotne jest, aby zaszczepili się wszyscy uprawnieni uczniowie, nauczyciele i pracownicy szkoły. Im więcej osób będzie zaszczepionych, tym szybciej osiągniemy odporność populacyjną, a dzięki temu możliwa będzie stacjonarna praca szkół bez potrzeby wprowadzania ograniczeń” - tłumaczy MEiN. Wariant Delta atakuje układ pokarmowy. Kto jest najbardziej ... Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera W teorii na bon turystyczny powinny załapać się wszystkie dzieci aż do tych urodzonych w 2002 roku. W rzeczywistości jednak bon przysługuje tylko tym, którzy będą świętować swoją pełnoletność po 18 lipca 2020 roku. Wakacyjne 500 plus będzie za to przysługiwać dzieciom, które… jeszcze się nie urodziły, a nawet mogą nie być jeszcze w planach. Bon turystyczny, nazywany potocznie wakacyjnym 500 plus to rządowy projekt, który od początku wzbudza wiele kontrowersji. W dodatku kilka razy w miesiącu zmieniały się jego zasady i musieliśmy czekać do połowy wakacji, by projekt ostatecznie przeszedł przez sejm, senat i prezydenta i w końcu stał się faktem. Nic więc dziwnego, że z każdym dniem przybywa także pytań, kto i na jakich zasadach może z niego skorzystać, a wiele szczegółów jest co najmniej zaskakujących. Sprawdź najlepsze oferty na wczasy Jednym z większych problemów jest kwestia dzieci z rocznika 2002. Choć w teorii wszystkie dzieci są w tym samym wieku i wszystkie miały mieć prawo do bonu turystycznego (pod warunkiem, że nadal się uczą), to w rzeczywistości o możliwości otrzymania świadczenia będzie decydować dokładna data urodzenia. Podobnie jak w przypadku 500 plus, tak i bon turystyczny przysługuje wyłącznie na dzieci do 18 roku życia. To znaczy, że kto ma urodziny po 18 lipca – temu bon turystyczny się należy (a właściwie jego rodzicom), a kto świętował przed tą datą, może o bonie punktu widzenia przyznawania świadczeń jest to oczywiście logiczne i sensowne, z punktu widzenia tegorocznych 18-latków pewnie już mniej. Tym bardziej, że w przypadku bonów turystycznych będziemy mieć do czynienia z jeszcze jednym ciekawym wątkiem – dzieci jeszcze wakacyjne 500 plus można wykorzystać aż do marca 2022 roku, to rząd zdecydował, że świadczenie obejmie wszystkie dzieci, które urodzą się także w przyszłym roku. W efekcie nawet na te dzieci, które jeszcze nie są na świecie, a w niektórych przypadkach mogą nawet nie być w planach, także będzie przysługiwał bon turystyczny.– Jeśli w 2021 r. uzyskasz prawo do świadczenia wychowawczego, to będzie Ci również przysługiwało świadczenie w formie bonu – tłumaczy przypominamy, że na naszych łamach stworzyliśmy specjalny poradnik, w którym znajdziecie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Tłumaczymy tam, jak otrzymać bon turystyczny, na co można go przeznaczyć, do kiedy jest ważny i kto właściwie go dostanie. Sprawdzaliśmy też, na co właściwie wystarczy takie wakacyjne 500 plus. Specjalną infolinię dotyczącą bonu turystycznego uruchomił także ZUS. Po informacje możecie zgłaszać się pod numerem: 22 11 22 111. Działa całą dobę, przez 7 dni w tygodniu. fot. Alinute; Adobe Stock Zanim Moniczka przyszła na świat, cztery razy poroniłam. Dlatego chuchałam i dmuchałam na nią. I chyba przedobrzyłam… Moniczka była moją bardzo długo wyczekaną córeczką. Zanim się urodziła, poroniłam cztery razy. W końcu gdy piąta ciąża się utrzymała, Monika urodziła się jako wcześniak i musiała przez kilka tygodni leżeć w inkubatorze. Później każdy kaszel, stłuczone kolanko czy uroniona łza wywoływały u mnie palpitacje serca. I chyba też z tego powodu chowałam ją trochę pod kloszem. Nie chciałam, by coś jej się przytrafiło, więc nie pozwalałam jej nigdzie chodzić samej. Im była starsza, tym bardziej się buntowała. Nie podobało jej się to, że jej koleżanki wszędzie chodzą same, a ja wciąż chcę jej towarzyszyć. Kiedy poszła do liceum, wiedziałam, że powinnam jej dać więcej swobody, ale strach o nią mnie paraliżował. – Odpuść jej! Musi się usamodzielniać. Dorasta – przekonywał mnie mąż. Zaczęłam więc wbrew sobie zgadzać się na coraz więcej, a ona korzystała z nowo uzyskanej wolności. Bez mojej zgody ufarbowała włosy, wychodziła na imprezy, zrezygnowała z dodatkowych lekcji angielskiego i korepetycji z matematyki. – Nie mogę patrzeć na to, co ona wyprawia – piekliłam się. – To nastolatka. Za długo siedziała w złotej klatce i teraz sobie odbija – tłumaczył ją mąż. – Czyli to moja wina?! – Chciałem powiedzieć tylko, że nie robi nic, czego nie robią jej rówieśnicy. – A jak jej rówieśnicy zaczną brać narkotyki, też będziesz jej bronił? – Anka! Błagam cię! Wyluzuj trochę. Było mi przykro, że nie mam w mężu wsparcia. A jednocześnie wiedziałam, że dotąd trochę przesadzałam. ale teraz czułam, że tracę z nią kontakt. Nie wiedziałam, co robić, gdy wychodzi ze znajomymi. Któregoś dnia wróciłam z pracy i zastałam ją w łóżku. Od razu się zorientowałam, że nie poszła do szkoły. Jak mogła tak lekceważyć naukę?! Postanowiłam, że najwyższy czas z nią porozmawiać. Podeszłam do niej, a ona spojrzała na mnie jakimś nieobecnym wzrokiem. – Czemu nie jesteś w szkole? – Nie mogłam – odparła. Wyznanie Moniki niemal zwaliło mnie z nóg – Nie możesz nie chodzić do szkoły. Nie podoba mi się ostatnio twoje zachowanie. Ignorujesz naukę, a wieczorami wciąż się gdzieś włóczysz. Nie robisz jakichś głupot? – spytałam, obawiając się, czy nie nazbyt oskarżycielko, i od razu zarzuciłam sobie, że nie powinnam była mówić o „głupotach”, bo pewnie się najeży. Monika patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem i w końcu zaczęła płakać. – Co się dzieje, kochanie? – zapytałam zaskoczona jej reakcją. – Mamuś… ja nie wiem, jak ci to powiedzieć. Jestem w ciąży – wyrzuciła nagle, a mnie zmroziło. – W ciąży?! Jak to?! O czym, ty mówiesz, dziecko?! To ty już to… robiłaś? Kiedy? Z kim? – rzucałam w panice. Nie miałam pojęcia, że był jakiś chłopak. Zawsze wyobrażałam sobie, że przyjdzie do mnie, poprosi, żebym poszła z nią do ginekologa… Tymczasem nie zdążyłam odbyć z nią jeszcze rozmowy „uświadamiającej”, a ona była już w ciąży!!! – Z Maćkiem. Tym z mojej klasy. Zrobiliśmy to na imprezie – wydukała. – Na imprezie?! – Tak… – załkała. – Poszliśmy do sypialni, zamknęliśmy się, żeby pogadać, a potem jakoś nas poniosło. Sandra mówiła, że za pierwszym razem nie można zajść. Nie potrafiłam spojrzeć jej w oczy. Chciałam ją wesprzeć, wiedziałam, że jest jej ciężko, ale te wszystkie wiadomości mnie przerosły. – Mamuś… błagam cię, powiedz, że wszystko będzie dobrze – wyjąkała, wycierając łzy w rękaw. – Potrzebuję chwili, żeby pozbierać myśli, Monisiu – odparłam. To było najlepsze, na co w tamtej chwili byłam w stanie się zdobyć. Nie potrafiłam powiedzieć jej, że nic się nie stało, bo stało się! Wiedziałam, że słono zapłaci za swoją bezmyślność. Miałam do siebie pretensje, że wcześniej z nią nie pogadałam, ale byłam przekonana, że jeszcze nawet o tym nie myśli. Poszłam do męża i powiedziałam mu o wszystkim, a on spojrzał na mnie tak, jakbym opowiadała jakieś bajki. Nie było mi lekko, a musiałam pocieszać córkę i łagodzić wściekłość męża. – Nasza Monika?! – No, nasza, a czyja? – To niemożliwe. Może on ją zmusił? – Nie sądzę. Nic takiego nie mówiła. – I co on na to? – Jeszcze nie wie – odpowiedziałam. – Ale co może na to powiedzieć? Przecież nie wezmą ślubu i nie będą teraz żyli długo i szczęśliwie. Nie mają nawet matury! – Wykastruję tego gołowąsa! – Teraz już za późno! Nie chciałam, żeby Moniczka została z tym problemem sama. Po przemyśleniu sprawy na spokojnie postanowiłam, że jej pomogę. Poszłam do jej pokoju i zastałam zakopaną w stercie poduszek. – Kochanie… wiem, że teraz wydaje ci się, że to koniec świata. Ale tak naprawdę to początek. Będziesz miała dziecko. To nie jest dobry czas, ale nie zmienia to faktu, że to prawdziwy cud. – Jaki cud, mamo? To koszmar. – Teraz tak ci się wydaje. Ale pokochasz to dziecko. Kolejne dni były koszmarne Monika snuła się po domu, wciąż tylko ocierając łzy. Andrzej chodził obrażony i nie odzywał się do Moniki, jakby to mogło w czymkolwiek pomóc. A ja starałam się z nimi rozmawiać i tłumaczyć, żeby zaczęli myśleć o dobru dziecka, a nie tylko o swojej rozpaczy. Zmusiłam Monikę do rozmowy z Maćkiem. Kiedy wróciła od niego, była wyraźnie spokojniejsza. – I co powiedział? – Był w szoku… ale powiedział, że zrobi wszystko, co może, żeby pomóc i że chce być tatą. – Poważnie? No… to oby tak było – odpowiedziałam. Nie chciałam być sceptyczna, ale szczerze wątpiłam, żeby te zapowiedzi pokryły się z rzeczywistością. Przez kolejne miesiące Maciek wpadał do nas co jakiś czas i wyglądało na to, że zależy mu na Monice. Kiedy okazało się, że będą mieć synka, skakał z radości. –Może nazwiemy go Mśćibor! – rzucił w przypływie entuzjazmu. – A może Topór! – zaczęła rechotać Monika. W takich chwilach widziałam, jakie z nich jeszcze dzieciaki. Nie mieli pojęcia, co ich czeka. Monika miała nauczanie domowe, a popołudniami wciąż wychodziła z koleżankami i wolała oglądać całymi dniami seriale niż czytać książki o początkach macierzyństwa, które jej podrzucałam. Pod koniec ciąży ledwo już się ruszała. Bałam się jej porodu, bardziej niż własnego. Ona przeciwnie. Narzekała wciąż, że chce mieć już to wszystko za sobą. Jakby poród miał być końcem całej tej sytuacji z ciążą i miała wrócić w końcu do normalnego funkcjonowania. Łudziłam się, że Monika po porodzie się zmieni – Monisiu, musisz się nastawić na to, że wszystko teraz będzie się kręcić wokół dziecka – tłumaczyłam, a ona przytakiwała bez przekonania. Poród zaczął się w nocy, w terminie. Zawiozłam ją autem do szpitala i zadzwoniłam do Maćka. Przyjechał do szpitala, ale nie chciał być przy porodzie. To ja towarzyszyłam Monice i trzymałam ją za rękę. Liczyłam na to, że narodziny Krzysia sprawią, że Moniczka się zmieni, zakocha w synku i zacznie skupiać głównie na nim. Oferowałam jej swoją pomoc, ale z czasem zauważyłam, że korzystała z niej dużo chętniej, niż mogłam przypuszczać. Nie chciała wstawać w nocy. Płacz dziecka jej nie budził, a kiedy ja to robiłam, prosiła, żebym sama nakarmiła Krzysia. Od początku zaparła się, że nie zamierza karmić piersią, bo bała się, że jej piersi zrobią się obwisłe. – To jest najlepsze dla dziecka – próbowałam ją przekonać, ale bezskutecznie. Skończyło się więc tak, że to ja wstawałam w nocy, robiłam mleko i karmiłam wnuczka. Monice nie chciało się też wychodzić na spacery. Mówiła, że wszyscy patrzą na nią osądzająco, bo wygląda jak starsza siostra Krzysia a nie mama. Przewijanie też uważała za coś okropnego. – Mamuś, wychodzę z Julką, dobrze? Zostaniesz z Krzysiem? – rzuciła od niechcenia, jakby to było oczywiste, że się nim zajmę. To nie był pierwszy raz, kiedy wychodziła z koleżanką na zakupy czy do parku. O tym, żeby wzięła ze sobą synka, nie było nawet mowy. Nie potrafiłam pojąć, jak może być tak beztroska i nieczuła. Nie mogłam się pogodzić z tym, że wychowałam taką samolubną dziewczynę. – Monika, nie możesz zrzucać na mnie odpowiedzialności za swoje dziecko. – Mówiłaś, że będziesz pomagać! – odpowiedziała z pretensją w głosie. – Pomagać. Ale to ty jesteś jego mamą! Ja jestem babcią. – Mamo, ja nie mogę zrezygnować całkiem z życia i siedzieć ciągle z małym. Przecież tu zwariuję! – Inaczej się nie nauczysz bycia mamą. A gdzie jest Maciek? Ostatnio rzadko przychodzi. – Nie ma czasu. Przecież poszedł do pracy, żeby się dokładać – odpowiedziała i wyszła. Mój mąż zmierzył mnie wzrokiem. Znów siedziałam z Krzysiem na rękach i kołysałam go delikatnie do snu. Był jeszcze taki maleńki. Pachniał tak cudownie. Miał takie delikatne i maleńkie rączki. Przyglądałam mu się z czułością, kiedy wszedł do pokoju mój mąż i spojrzał na mnie. – Posłuchaj mnie – powiedział w końcu do mnie. – Nie może tak być dłużej. Monika sobie wychodzi, a ty robisz za nianię. – Muszę jej pomagać. – Nie musisz. Możesz. Ale ona nadużywa twojej dobroci. Poza tym, jak nie zacznie być mamą, w końcu ty nią zostaniesz. Wbrew temu, co myślisz, nie postępujesz najlepiej, wyręczając ją we wszystkim. – A co ja mam zrobić, Andrzej? Ignorować w nocy płacz Krzysia i przymykać oko na to, że Monice znów nie chce się go kąpać lub że zapomniała o witaminach. Przecież to jest ze szkodą dla dziecka. Ona jest nieodpowiedzialna. – Wiele mam popełnia na początku wiele błędów i na tych błędach się uczą. A ona się nie nauczy, jeśli będziesz wszystko robić za nią. Wiedziałam, że to prawda. Postanowiłam, że już czas dać jej szansę, by została mamą z prawdziwego zdarzenia. A jedynie nieprzespane noce, zmęczenie, regularność i czas spędzany z dzieckiem mogły zrobić z niej mamę. Kiedy Monika wróciła, podałam jej Krzysia. – Czemu on tak płacze? – Jest głodny. – Nie karmiłaś go? – Karmiłam, ale znowu chce jeść. Nakarm go i przewiń. Ja wychodzę – powiedziałam i wyszłam na zakupy. Nie było mnie kilka godzin. W nocy także nie wstawałam na jego kwilenie. Rano Monika wstała z podkrążonymi oczami. – Zrobisz mu mleko?– zawołała do mnie. – Nie, skarbie. Sama zrób – odpowiedziałam, a ona spojrzała na mnie zdumiona. – To twój syn. Najwyraźniej dotarło do niej, że czas nadużyć dobiegł końca. Teraz to ona miała przejąć pałeczkę i zacząć przejmować się Krzysiem. Początkowo trudno mi było patrzeć, jak wiele zadań na nią spadło. Zdarzało jej się zapomnieć o wizycie szczepiennej czy innej ważnej rzeczy, ale wiedziałam, że jest mądrą i odpowiedzialną dziewczyną i da sobie radę. Przez kolejne tygodnie obserwowałam, jaka jest dzielna. Przestała narzekać, wstawała nocami, chodziła na spacery, kąpała i przewijała Krzysia. Maciek też coraz częściej uczestniczył w jego życiu. I ja się czegoś nauczyłam – że powinnam ją wspierać, ale nie zastępować. Wiem, że dla niej to trudny czas, lecz dla której z mam nie jest? Może jest jej trudniej z uwagi na wiek, jednak wierzę, że da sobie radę. Na pewno będę z nią i pomogę na tyle, by mogła przygotować się do matury. Wiadomo, jej droga będzie trudniejsza niż droga jej rówieśniczek. Wiem, że to rozumie i mam nadzieję, że kiedyś będzie mi za to wdzięczna. Czytaj więcej:„Była rozpowiada, że moja obecna partnerka jest puszczalska i nie ze mną jest w ciąży. Nie wytrzymałem, uderzyłem ją”„Pod łóżkiem znalazłam damskie figi, nie moje. Mój mąż wmawia mi, że musiała je tam zostawić moja siostra”„Mąż zdradzał mnie z nianią, a teraz w sądzie próbuje udowodnić, że on i ona poświęcali dziecku więcej czasu, niż ja”

dziecko w wieku 18 lat